Tego pamiętnego dnia wszedłem do szkoły strasznie poirytowany. Czekał tam na mnie znajomy hałas i zapach gotowanej co poniedziałek kapusty, które jakoś nie polepszały mi nastroju. Szedłem powoli korytarzem zastanawiając się nad sensem istnienia i życia na tej nędznej planecie, gdy nagle ktoś na mnie wpadł. Zdziwiło mnie to, ponieważ wszyscy na mój widok przylegali do ścian. Z jednej strony podobało mi się to, ale z drugiej nie chciałem wzbudzać aż takiego strachu wśród uczniów. W oczach innych licealistów widziałem różne uczucia dotyczące mojej skromnej osoby: nienawiść, miłość, obrzydzenie, strach, a nawet pożądanie. Przyzwyczajony do tego, że nikt nie odważy się mnie dotknąć dałem ponieść się nieco nerwom. Jak już wcześniej mówiłem byłem wkurzony od samego rana, a właściwie to od poprzedniego wieczora, kiedy to rodzice znowu wymyślali jakieś dziwne rzeczy na mój temat. Cieszyłem się jednak, że nie muszę z nimi mieszkać, ponieważ przeprowadziłem się do Polski, sam nie do końca wiem dlaczego. Polska to całkiem ładny kraj, ale nie jest tak dobrze rozwinięta gospodarczo jak moja ojczysta Japonia. W tym obcym kraju, w którym nie znałem ani języka, ani kultury czy obyczaju wspierała mnie (o ile tak to można nazwać...) jedynie moja siostra Anko, która zamieszkała wraz ze mną i naszym trzyletnim bratem - Tsunayoshim. Kolejnym wparciem był mój starszy brat Akira, ale niestety mogłem z nim rozmawiać jedynie telefonicznie. Rodzice na szczęście zostali w Japonii. Wracając do poprzedniego tematu, czyli pozwolę sobie przypomnieć, że chodziło o zderzenie się ze mną jakiegoś ucznia byłem w szoku. Spojrzałem w dół i zobaczyłem niewysokiego czarnowłosego chłopaka. W rękach trzymał jakąś kartkę, to chyba był plan lekcji. Ubrany był w zwykłą czarno-białą bluzę w poziome paski i podarte jeansy. Na nogach miał czarne trampki z Conversa. Na początku nie widziałem jego twarzy, ale po chwili spojrzał na mnie zadziornie wielkimi czarno-fioletowymi oczami. To był japończyk! Nie spodziewałem się, że spotkam tu jakiegokolwiek japończyka, poza mną. A jednak spotkałem. Przyjrzałem mu się dokładnie, powiem szczerze, że był ładny. Wtedy uświadomiłem sobie, że gdy na mnie wpadł poczułem jakieś ukłucie w sercu, wydawało mi się, że gdy na mnie spojrzał zacząłem szybciej oddychać, a serce mocniej mi biło. Patrzyłem na niego nie pozwalając, aby zobaczył o czym myślę, a myślałem o tym, że pewnie jeszcze lepiej wygląda nago.
- Ej! Uważaj jak łazisz!- jego głos wyrwał mnie z zamyślenia. Był zwyczajny, ale mi wydawał się brzmieć nadzwyczaj pięknie i melodyjnie.
- Słucham?- spytałem. Sam wystraszyłem się mojego zimnego i szorstkiego głosu – Że niby ja mam uważać? Czy ty wiesz z kim rozmawiasz? – już wtedy poniosły mnie emocje.
- Nie, z kim? – znów usłyszałem tą zadziorność i determinację w jego słodkim głosie.
- Z przewodniczącym komitetu dyscyplinarnego Zadupia Średniego – odparłem. Pewnie zastanawiasz się o co chodzi z tym Zadupiem, prawda czytelniku? Otóż nasze miasto dzieliło się na dwie części potocznie nazywane Elitą i Zadupiem. Elita była to ta lepsza dzielnica, w której wybudowane były hotele, mieszkali tam bogaci ludzie, teoretycznie było bezpiecznie. Krążąca wokół dzielnicy policja tworzyła iluzję bezpieczeństwa, a drogie markowe sklepy iluzję bogactwa i przepychu. Wszystko to wydawało mi się takie sztuczne i pozerskie, ale to tylko moje skromne zdanie. Zadupie było gorszą i biedniejszą dzielnicą, ale wbrew pozorom było tu bezpieczniej. Domy i bloki wyglądały na biedniejsze, dlatego nie zdarzały tu się tak często kradzieże. Pomimo tego, że roiło się tu od pubów i dyskotek nie było większych problemów z ich gośćmi. Czasem ktoś coś rozwalił, czasem wyrzygał się na chodnik, a czasem śpiewał całą noc, ale nie stanowiło to większego problemu. Zadupie i Elita nie wiedzieć czemu nie przepadali za sobą, szczególnie jeśli chodzi o szkoły. Wypicowani lalusie z Elity, mający kupę kasy, ubierający się w najdroższych sklepach (chociaż zazwyczaj chodzili w mundurkach) nie lubili zbytnio biednych, szarych Zadupiańskich uczniów. Według mnie było to trochę absurdalne, ale pomimo tego brałem udział w ustawkach Zadupie kontra Elita.
- Co? – zdziwił się chłopak. – A jak cię zwą?
- To ja tutaj zadaję pytania. Ale nazywam się Shiro Tenshi, a ty? – znów zadziwiła mnie i przeraziła barwa mojego głosu.
- Takahiro Shitsu. – ta zadziorność w jego głosie wydawała mi się cholernie seksowna. Wtedy jeszcze nie wiedziałem co czuję do tego chłopaka, ale trudno było mi oddychać stojąc naprzeciwko niego. Być może dlatego byłem aż tak zimny i oschły. Takahiro Shitsu… czyż to nie brzmi pięknie? Powtórzyłem jego imię delektując się nim, taaak było niezwykle piękne, tak jak jego właściciel. Kłóciliśmy się jeszcze przez jakiś czas. Zaczęliśmy się wyzywać, w końcu nie wytrzymałem i uderzyłem go w twarz. To było szybkie, zręczne i proste uderzenie prosto w lewe oko. Jak już mówiłem, od poprzedniego wieczora nic nie szło po mojej myśli, więc byłem wściekły, nie panowałem do końca nad sobą. Rzadko zdarzało się, abym tracił nad sobą kontrolę, ale nikt nie jest idealny i nawet mi się to przytrafiało. Takahiro już nic nie powiedział, wydał z siebie tylko cichy jęk i odszedł gdzieś w głąb korytarza. Uczniowie ze strachem w oczach przyglądali się tej scenie. Prawdę mówiąc zawsze używałem przemocy, miałem to już hm… opanowane? Zostałem tak wychowany, że większość spraw załatwiałem za pomocą pięści. Byłem młody i silny, więc na sam mój widok niektórych ogarniał strach. Do tego wyróżniałem się z tłumu. Nie dość, że byłem obcokrajowcem, to jeszcze miałem czarne długie włosy, sięgające do połowy ud, z czerwonymi pasemkami. W prawej brwi miałem dwa kolczyki, w dolnej wardze trzy, w uszach łącznie 17, miałem też kolczyk w nosie po prawej stronie, kolczyk w pępku, w karku, w prawym sutku oraz cztery kolczyki w tak zwanych miejscach intymnych. Włosy częściowo stawiałem w irokeza, często miałem makijaż. Do tego wszystkiego z natury byłem strasznie blady, więc wyglądałem dość dziwnie, a dla niektórych nawet przerażająco. Byłem też bardzo chudy w porównaniu do mojego wzrostu, co nie nadawało mi zdrowego wyglądu. No i sposób ubierania się miałem też dość oryginalny jak na polskie realia. Nie będę tego dokładnie opisywał, ale mój styl to Visual Kei, więc można sobie wyobrazić jaką sensację wzbudzałem idąc ulicą. Nie przeszkadzało mi to jakoś szczególnie, wręcz było mi to momentami na rękę.
***
Zadzwonił dzwonek. Ludzie mozolnie udali się do klas. Zastanawiałem się czy jeszcze kiedyś spotkam Takahiro w nieco milszych okolicznościach. Wtedy nie wiedziałem czemu mi tak zależało na tym spotkaniu, ale teraz wiem że się w nim zadurzyłem, a potem go pokochałem, bardziej niż kogokolwiek i cokolwiek innego na świecie. To była biologia. Nauczycielka ubrała się w tą zabawną różowo-zieloną kraciastą spódnicę bombkę i zupełnie nie pasujący do całości jaskrawo żółty sweter. Usiadłem jak zwykle z tyłu ławki, nie chcąc wzbudzać na siebie zbytniej uwagi, choć i tak mi się to jak zwykle nie udało. Sprawdzając listę obecności nauczycielka jak zwykle przekręciła moje imię i nazwisko. To, że zapis w romaji wygląda tak: Shirotsuke Tenshi nie znaczy, że czyta się tak samo, ale dyrektorka nie potrafiła tego zrozumieć. Zawsze czytała ‘ S h i r o t s u k e T e n s h i ‘ podczas gdy powinna przeczytać to ‘ S z i r o t s u ke T e n s z i ‘. Niepotrzebnie zwróciłem jej na to uwagę. Wtedy podniosła na mnie wzrok i jak zwykle zaczęła komentować mój wygląd. Słuchałem jej wywodów na temat tego, że powinienem wyjąć kolczyki, ściąć włosy i doprowadzić grzywkę do jednokolorowego stanu. Nie miałem zamiaru jej słuchać, ale na znak, że rozumiem potakiwałem głową. Wtedy usłyszałem cichy chichot dochodzący gdzieś z okolic drzwi. Spojrzałem w tamtą stronę i zobaczyłem nie kogo innego jak Takahiro! Zdziwiłem się, ale i ucieszyłem zarazem. Dyrektorka kazała mu poczekać pod tablicą i sprawdziła resztę obecności.
- Klaso! To wasz nowy kolega, przyjechał do nas z Tokio. Nazywa się… jak się nazywasz?- mówiła.
- Takahiro Shitsu. Cześć! – przedstawił się. Wydawało mi się, że dość entuzjastycznie do tego podszedł. Uśmiechnąłem się w myślach zauważając, że jedyne wolne miejsce jest koło mnie. Dziwnym trafem nikt nie chciał koło mnie siedzieć, a jak już chciał to ja nie miałem ochoty siedzieć z tą osobą. Miałem spore powodzenie u dziewczyn, chociaż mi na nich zupełnie nie zależało. Takahiro usiadł koło mnie. Patrzył na mnie w wyrzutem i przerażeniem w oczach. Postanowiłem, że nie będę zwracał na niego uwagi. Wtedy nauczycielka rozpoczęła lekcję. To była genetyka. W czasie lekcji rozwinął się temat homoseksualizmu. O dziwo Takahiro wraz ze mną zaczął bronić biednych homoseksualistów przed klasowymi homofobami. Szczerze mówiąc zdziwiło mnie to nieco, nie spodziewałem się tego po nim. Przez resztę lekcji, czyli jakieś siedem godzin zauważyłem, że nowy uczeń cały czas na mnie patrzył. W jego wzroku dostrzegałem odrobinę pożądania, co trochę mnie bawiło.
Nastrój:

Yaoi Love XD.